[#5] Bezgraniczny smutek
Jak wiadomo, inkuby posiadają ogromne moce. Nie ograniczają się one jednakże tylko do manipulacji umysłem człowieka, ale także do władania podstawowymi żywiołami magicznymi. Zwłaszcza te potężniejsze, które potrafiły zmienić chociażby pogodę na pewnym obszarze. Dotyczyło to zatem i Chrisa, posiadającego niezwykle wielkie pokłady mocy. Dodatkowo, w zależności od emocji jakie tego typu istoty piekła czuły, mogły wykrzesać z siebie potężniejszą energię magiczną.
Nie trudno było się domyślić, że cyjanek wraz z odczuwaniem tak bezgranicznego smutku, jego moc umknie nieco z jego ciałka. Wokół pięknego i przytulnego domku panowała burza śnieżna, okrutnie zimny wiatr, nieprzyjemna atmosfera, z góry mówiąca "odejdź od tego miejsca, nie zbliżaj się". Pragnął być sam, dlatego też przejście przez barierę w jego aktualnym stanie graniczyło z cudem. Parę inkubów starało się w jakiś sposób wyeliminować magiczną otoczkę, by sprawdzić co dzieje się z Chrisem. Ten jednak, nawet mimo czucia, że ktoś majstruje przy jego magii z zewnątrz, nie poluźniał swej przeszkody.
- Czemu oni nie rozumieją... chce zostać sam... - mruknął do siebie, mocno wtulając się satynową, cieplusią kołderkę. Po jego policzku pociekło kilka krystalicznie czystych łez. Tkwił tak w pozycji przez kilkanaście minut, bez chęci do życia, załamany, przygnębiony. Na jego ustach od poprzedniego wydarzenia ani razu nie pojawił się ten przyjazny, słodki, promieniujący zadowoleniem uśmiech, którego wszyscy dookoła, obojętnie jak ponurzy czy poważni, uwielbiali. Rozgrzewał ich serca jak i dawał płomyczek jasności w ich duszyczkach, że aż po zobaczeniu czegoś tak niewinnie pięknego, demon, czy nawet i człowiek musiałby głęboko westchnąć z zadowolenia, napawając się tymi opuszczanymi przez większość cechami.
- Nie nadaje się na inkuba... po co żyje...? Nie umiałem jej ochronić... a teraz nawet nie mogę na nią spojrzeć... czemu widzę dusze... chce się tego pozbyć... - wypowiadał słówka we swoją stronę nieco łkająco. Zacisnął ręce w pięść i potężnie uderzył nią w swoje nieco twardawe łóżko. Wtem do jego czułych, nieco elfich uszów, doszedł dźwięk pyknięcia. Podniósł głowę, nieco zdziwiony, nie wyczuwając żadnej obecności wokół. Niepewnie wstał z łóżka i potuptał nieśmiało do salonu.
Leżał tam tablet na stole z aktywnym ekranem i zaproszeniem do pokoju chat'u. Chris zacisnął mocno zęby, jak gdyby wkurzony, lecz zaraz ten stan został zalany przez smutek. Podszedł do tableta, złapał go w ogon i powrócił do swojego pokoju, by na nowo ułożyć się na łóżeczku. Zbliżył ludzkie urządzonko na przeciwko swej twarzy i zaakceptował zaproszenie od użytkownika "AloneWolf13", czyli osóbka, która realnie nazywała się Claire. Kolejne wale żalu rozlały się po jego ciele. Z ledwością patrzył na chat.
AloneWolf13: Chris...
Ultimitium: Tak? ^ _ ^
Odgrywanie roli było dla niego niezwykle trudne. Nie mógł w końcu wiedzieć do się stało, mimo że okrutnie cierpiał z tego powodu. Oddech miał ciężki, a łzy na nowo napływały do jego oczów. Z ledwością widział ekran, a nie zapowiadało się na to, by miało się to zmienić.
AloneWolf13: Bo wiesz... pamiętasz Tobiasa, prawda? Tego, o którym Ci mówiłam, że się zakochałam...? ;-;
Ultimitium: Pamiętam. Opisywałaś mi go. Cosik się stało?
AloneWolf13: Zawsze się tak wypowiadałeś na temat czystości dusz... pięknie... uwielbiam twoje opowieści o miłości. Aż dziwne że nikogo nie masz...
Ultimitium: Przejdź do sedna, bo widzę że trapi to Ciebie. Coś poszło nie tak, prawda?
AloneWolf13: Nie jestem już czysta... ale nie chce z nim być. Zerwałam z nim...
W tym momencie nastąpiła cisza. Chris nie odpowiadał, zwyczajnie nie potrafił. Mimo, że wiedział co się stało, to zbyt mocno go przytłoczyła rozmowa z Claire. Łzy poleciały potokami po jego policzkach. Odłożył na chwile tablet, by dać sobie nieco czasu na ogarnięcie. Nie chciał zmieniać swoich relacji z nią. Pragnął być przy niej mimo, że czuł coś dziwnego w sobie, co mógł nazwać jak gdyby obrzydzeniem. Straciła światłość, do której przywykł i nie mógł tego zmienić. Wziął kilka głębszych, niezwykle trudnych wdechów w jego życiu i wydechów, po czym powrócił do pisania, starając się dostrzec tekst.
AloneWolf13: Ultim?
AloneWolf13: Jesteś?
AloneWolf13: Czemu milczysz...? T_T
AloneWolf13: Proszę, odezwij się...
Ultimitium: Już. Musiałem to przetrawić. Troszkę to dla mnie ciężkie, Claire...
AloneWolf13: Zrobił mi okropne rzeczy... co prawda pragnęłam być z nim, dlatego do tego doszło, ale... on okazał się być kimś innym...
AloneWolf13: Poszłam z nim do łóżka... całowaliśmy się... Chciałam udowodnić mu, że naprawdę go kocham.
AloneWolf13: Rozebrał mnie... był delikatny. Wszystko było dość piękne. Nawet zniwelował jakoś ból, który był na początku gdy mnie rozerwał...
Chris zaczął przełykać ślinę z wielkimi trudnościami, nie chcąc się rozpłakać. Oddech sprawiał mu ból. Jego ciało było niesamowicie spięte.
- Przestań... nie mów mi tego... nie chce przechodzić przez to jeszcze raz... nie mogę tego znieść... proszę... czemu sprawiasz dodatkowe cierpienie...? Nienawidzę tego... to tak, jakbyś mówiła, że jestem bezużyteczny... - odłożył na chwile tablet, by dać sobie nieco czasu. Oczywiście, to nie powstrzymało Claire od spamu.
AloneWolf13: Potem jednak chciał, bym zrobiła coś, czego nie chciałam...
AloneWolf13: Chciał mnie zmusić brutalnym seksem... Lecz nie dałam się... nie pozwoliłam mu się już dotknąć. Nigdy więcej...
AloneWolf13: Czułam się prawie, jakby mnie gwałcił... to było straszne...
AloneWolf13: Dzwonił potem do mnie, przepraszał... boje się, że nie dam rady od niego odejść, ale... nie chce takiego życia...
AloneWolf13: Nie czuje się wolna... a jak w klatce... szykanuje mnie z każdej strony...
AloneWolf13: Jest wychowany na zasadach... w których to mężczyzna rządzi...
Inkub zdobył w sobie resztkę pozytywnych emocji i zbliżył tableta z powrotem do twarzy, przecierając dłońmi załzawione oczy.
Ultimitium: Dobrze, że z nim zerwałaś, Claire. On nie jest Ciebie warty. To, co zrobił zasługuje na najsurowszą karę. Jakbym mógł, zabiłbym go... nienawidzę takich ludzi jak on.
Ultimitium: Naprawdę, postaraj się do niego nie zbliżać.
AloneWolf13: Lecz... mocno go zranię tym... on też wydaje się cierpieć... nie wiem co robić...;-;
Ultimitium: Claire... Przestań. Może i byłaś zakochana, ale teraz to pękło. To już nie jest miłość. Jeżeli z nim zostaniesz, zmieni Ciebie w kurę domową, w wiecznej klatce.
Ultimitium: Będzie Ciebie pieprzył dla zabawy, mówiąc jak to wielce Ciebie kocha, a potem rozkazywał.
Ultimitium: Będziesz cierpieć niesamowite katusze. Zrobi z Twojego życia istne piekło.
Ultimitium: Nie możesz się zgodzić i być teraz tak miękka, jak byłaś poprzednio.
Ultimitium: Zrobiłaś błąd. Niestety nic go już nie zmieni. Nie powinnaś wchodzić z nim do łóżka po tak krótkim znaniu się.
AloneWolf13: Wiem...
Ultimitium: Teraz musisz pocierpieć z tego powodu. Nic nie mogę zrobić, choćbym bardzo, ale to bardzo pragnął. Cofnąć czas, by nie cierpieć również jak Ty.
AloneWolf13: Przepraszam...
Ultimitium: Ale nie chce też, byś cierpiała mocno. Postaraj się naprawdę do niego nie zbliżać. Zerwij całkowicie kontakty. Niech odejdzie od Twojego życia... I... Daj mi nieco czasu. Nie umiem sobie z tym poradzić, Claire...
AloneWolf13: Naprawdę dziękuje... myślałam, że przestaniesz ze mną pisać przez to... Naprawdę Cię lubię, Chris... Jeżeli mogę pomóc... to wiesz, możesz dzwonić i pisać. ^ ^
Ultimitium: Z tym mogę sobie tylko sam poradzić. Po prostu... cały czas dla mnie byłaś przepiękną, nieskalaną grzechem siostrzyczką, którą chciałem chuchać i dmuchać, byleby nic się Tobie nie stało, podczas gdy Ty robisz tak wielki błąd w swoim życiu, przynajmniej dla mnie... cenie sobie czystość.
Ultimitium: Muszę teraz inaczej na Ciebie spojrzeć. Poskładać "nową" Ciebie do kupy... Nie chce zmieniać relacji z Tobą, ale na razie mi ciężko.
Ultimitium: W końcu jestem Twoim małym, internetowym braciszkiem, prawda? ^ _ ^
AloneWolf13: Dziękuje. Naprawdę dziękuje... niszczysz mrok w moim sercu. Wiesz... jesteś wspaniały, Chris.
Ultimitium: Nie dziękuj, Nie jestem też wspaniały.
AloneWolf13: Dla mnie jesteś.
Ultimitium: Nie ochroniłem Ciebie, nie możesz mnie tak nazywać, ani dziękować... Przepraszam, na razie muszę się rozłączyć. To... troszkę trudnę...
AloneWolf13: Dziękuje jeszcze raz... mimo wszystko. Czuje się dzięki Tobie lepiej.
Ultimitium left the channel...
Chris rzucił najzwyczajniej w świecie tabletem w ścianę, wstając gniewnie, a równocześnie płacząc dość głośno. Podszedł do technicznego cudeńka, przykucnął i zaczął obijać je swoimi delikatnymi pięściami. Uderzał, walił, mocno, szybko, coraz więcej, wyrzucając w ten sposób swoją nienawiść do aktualnej sytuacji i mężczyzny, do której ta sytuacja doszła. Może i był dość chudy, nie wyglądał na silnego, lecz dziury pozostawione w ziemi i tablecie mówiły same za siebie, jak i krew niebieska, która wypływała z rozwalonych piąstek. Kapała, tak jak i jego łzy, w bezdenną otchłań nienawiści i bezradności, do której tak trywialna rzecz, jak strata czystości swej duszy, doprowadziła go do załamania. Było wiadomo, że będzie długo podnosił się po czymś takim. Padł bokiem na ziemie, łkając, błagając o pomoc, która nastąpić nie mogła. Zamknął oczy, powoli zatracając się w rozpaczy. Zapomniał przez to o barierze, która przez nadmiar wysyłanej energii, zaczęła w końcu pękać, aż rozpadła się w pył, umożliwiając innym na dotarcie do jego małego azylu.
Nikt jednak nie odważył się wejść do środka od tak. Każdy, poza pewnym, srebrnym inkubem, stali i wpatrywali się w wyrządzone szkody.
Q'uer trzepnął drzwi ze swego glana i wparował do środka niczym komandos. Przeszedł się szybko przez salon, dochodząc w końcu do pokoju niebieskiego demona. Zacisnął usta w wąską linię i z rozpędu, ździelił go potężnie po nerach swym glanem, że aż ten wylądował na ścianie, wypluwając krew z ust.
- Pierdolony idioto! Coś odpierdalasz z naszą wysepką? Zbyt długo rozmawiasz z ludźmi, że teraz rozpierdalasz teren w drobny mak i myślisz, że nie spotka Ciebie kara?! - wykrzyczał, zirytowany inkub, machając agresywnie swym ogonem, z ledwością się powstrzymując od rozszarpania.
Cyjanek z ledwością się podniósł. Uniósł swe ręce na boki i z twarzą, która praktycznie nic nie wyrażała, wzruszył ramionami.
- Kara śmierci? Okej... proszę. Zabierzcie mnie, zjedźcie dusze...Róbcie co chcecie... - nagle poleciała pieść wprost w jego policzek. Prawie się wywrócił. Spojrzał z ukosa na Q'uera, dalej ze swym beznadziejnym wyrazem twarzy.
- Jakaś cizia się pieprzyła z innym tak, jak robi to miliony osób sądząc, że są romantykami. Nie potrafią już nimi być! Nie ma tutaj romantyków! Nie będzie! Ludzie to ZWIERZĘTA! Miłość w ich wykonaniu to tylko imitacja... Zrozum to wreszcie, ponieważ jeżeli nie ogarniesz się, naprawdę nigdy nie będzie tej prawdziwej miłości! Inkuby za to odpowiadają! My! My jesteśmy romantyzmem, pożądaniem i miłością! Potrafimy tym manipulować! Nadanie ludziom wolności widzisz co robi! - wydzierał się i machał swymi łapskami agresywnie.
- Miłość bez wolności to kłamstwo... nie chce takiej miłości, Q'uer... daj mi spokój... proszę... - mruknął lekko ściszonym tonem. Czuć było, że coś z jego gardła może się usypać.
- O nie, nie dam Tobie spokoju. Nie teraz, podczas gdy zniszczyłeś przepiękne drzewa mocy wokół swojego domeczku. Prawie naruszyłeś tereny innych inkubów. Tego tutaj nie tolerujemy, ale nie przychodzę po to, by Ciebie karać, idioto...
- Zatem po co...?
- Po to, byś się ogarnął wreszcie i zaczął działać, a nie oddawał się swemu melancholijnemu nastrojowi i zapłakał wszystko, tracąc swą cyjanowatą barwę duszy... To jest dopiero okropne. Tracisz swoją miłość wobec piękności i chcesz ją porzucić?
- A co ja mogę...? I tak ją stracę... wszystko tracimy... Życie pieprzy nas równo i nikt nie wychodzi z niego czysty...
- Oh, kurwa, doigrałeś się... - warknął, łapiac go za ramiona. Nagle mocno zacisnął się na nich swymi pazurkami i zmusił go do przejścia do parteru, skąd otrzymał swoiste uderzenie z kolanka w splot słoneczny. Po tym został rzucony potężnie w bok, w szafę pełną książek, które wysypały się na niego. - Idiota. Stałeś się człowiekiem czy co? Jesteśmy nieśmiertelni. Nie tracimy. Życie nas nie pieprzy, bo to my jesteśmy bogami pieprzenia się. Jeżeli ktoś ma nas pieprzyć, to tylko my sami ze sobą. My pieprzymy życie i wychodzimy czyści jak łza. Dopiero gdy zapominamy o tym, kogo mamy pieprzyć, wychodzimy na tym źle. Więc ogarnij się idioto, ogarnij się i kochaj pełnią swego jasnego serca, zmień swój smutny wyraz twarzy w debilnego banana na twarzy i wypierdalaj do wymiaru ludzi albo sanktuarium demonów, by wypocząć i znaleźć kolejną ofiarę, którą oczarujesz i pozwolisz jej kochać całym sercem, duszą, umysłem, tak jak Ty to robisz ze wszystkimi ludźmi. Jak ja Ciebie nienawidzę... porzucasz swój talent... ponieważ raz się coś Tobie nie udało... Jesteś żałosny, gardzę Tobą... Jeżeli się nie podniesiesz, moje poświęcenie i strata mego koloru duszy przy poprzednim przypadku pójdzie na marne... Więc rób co masz robić... - odwrócił się i najzwyczajniej w świecie zaczął iść do wyjścia. Stanął u progu, spoglądając na wejście do pokoju.
Chris przez pewien czas leżał, myśląc, pogrążony w krainie swego umysłu. Tysiące rzeczy przemykało przez jego wzrok wyobraźni. Wstał z ledwością, otrzepał się i z pomocą magii powkładał wszystkie książki w odpowiednie miejsca. Następnie stanął u progu swojego pokoju i spojrzał na swojego kata. Postanowił się uśmiechnąć dość przyjaźnie. Znów jego jasność wyszła na światło dzienne, pozwalając innym duszom czerpać z niego pozytywną energię.
- Dobrze, Q'uer... Dziękuje za powrócenie mnie do normalnego stanu. Pewnie dalej bym się załamywał tym. To nie moje w końcu życie. Skoro się ich popsuło, nie powinienem aż tak na to reagować. Przykro mi może... bardzo przykro. Wolałbym tam być w jego umyśle, by do tego nie doszło, ale przeszłości nie zmienię. Jednakże mogę zmienić przyszłość.
- I to jest Chris którego znam... Nie chce słuchać Twej pozytywnej gatki, bo mnie wkurwisz to n-tej potęgi, ale... cieszę się, żeś wreszcie powrócił do normalnego stanu. Jesteś żałosny, żałośnie głupi, co mnie bawi, ale żałosny smutek nie jest dla mnie już tak interesujący. Jak mam się z Ciebie śmiać, wybierz odpowiedni tryb.
- Tak jest, sir. Póki co, muszę załatwić nowego tableta czy tam laptopa, by dalej pisać z Claire. Ale... moje stosunki nieco się zmienią. Boje się, że nie będzie już tak jak dawniej.
- To nie jest dziwne, Chris. Zakochałeś się tak jakby w tym człowieku. Każdego tak traktujesz. Kochasz go prawdziwą miłością i nie lubisz, gdy popełniają błędy mimo, że ich ostrzegałeś. Tak samo Claire, w końcu mówiłeś jej miesiąc temu, by odróżniała zakochanie od prawdziwego kochania. Szkoda, że się nie posłuchała, albo szkoda, że się w Tobie nie zakochała. Wtedy przynajmniej by nie poszła do łóżka z innym. W każdym razie, zmienią się wasze stosunki. Muszą. Nie będzie już nigdy tak, jak dawniej. Znam Cię...
- Nie psuj mi humoru. Dopiero niedawno się uśmiechałem, a Ty znów mnie zasmucasz, Q'uer...
- Nie chciałem polepszać Tobie humoru, a po prostu powiedzieć Tobie prawdę, bo taka jest. Trzymaj się, Chris. Nie zwariuj z tego powodu ani nie strać swej barwy. Dalej podążaj swoimi zasadami miłości i romantyki, a może kiedyś zwalczysz nieprawdziwą miłość. Bywaj - machnął od niechcenia ręką i wyszedł z pomieszczenia. Cyjanek również odmachnął, zamykając za nim drzwi z pomocą swej energii, a następnie poszedł do pokoju. Usiadł na ziemi po turecku, skupiając moc. Po paru chwilach zniknął, teleportując się do Sanktuarium Demonów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz