sobota, 28 lutego 2015

Orzeźwiający powiew[1/2][#6]

[#6] Orzeźwiający powiew


Przybył. Blask intensywnie złoto-pomarańczowego słońca oślepił młodego inkuba, nie pozwalając jeszcze przez pewien czas dostrzec miejsca, w którym się znalazł. Był to niesłychanie ogromny balkon, o ile tak można było to nazwać, wykonany z marmuru i kunsztownymi dodatkami w postaci kosztownych barierek z błękitnego kryształu. Zbudowany po idealnej stronie zachodzącego słońca, by delektować się umykającym z życia ostatkiem światła. Idealny czas na rozmyślanie o początku, i końcu egzystencji.
Chris wpatrywał się przez pewien czas intensywnie w pięknie kształtujący się krajobraz z górami, lasami, śpiewami ptaków, pobudzającym zmysły zapachu świeżości, na którym czele stała jeszcze ognista, powoli znikająca w odmęty mroku kula. Aż westchnął z lekkim, smutnym uśmiechem i odwrócił się w drugą stronę, by dostrzec ogromną budowle demonów. Słowo "przepych" idealnie pasował do pejzażu, jaki kształcił się przed oczami młodego inkuba. Cholernie potężny budynek, udekorowany w złoto, srebro, szmaragdy, rozmaite wygrawerowane wzory, stworzone przez najlepszych magicznych rzemieślników. Po prostu czysta perfekcja. Wielkie przejście do głównego placu, udekorowana w framugę, która była wykonana z najpiękniejszych kruszców ludzkiego świata, sięgająca przynajmniej na 40 metrów do góry. W centrum, gdzie podłoga była wykonana oczywiście ze złota z grawerunkami, ale pokryta dziwną, matową, aczkolwiek przezroczystą barierą w postaci specjalnego szkła demonów, umożliwiające normalne poruszanie się swoimi stópakmi. Wszystko czyste, klarowne, podkreślające majestat tegoż miejsca, nie mogącego zaistnieć we świecie ludzkim.

Inkub zaczął stąpać, ubrany jedynie w bokserki, przed siebie. Wiele demonów poruszało się najzwyczajniej w świecie nago, albo, o ile słynęli bardziej z walki, z zbrojach podkreślających ich umiejętności i sposób walki. Samego podgatunku rasy Chrisa nie przechadzało się tutaj zbyt wiele. Więcej chodziło diabelstw ze skrzydłami, długimi ogonami, szpiczastymi twarzami i kopytami zamiast stóp, czy też małych, pokracznych i ohydnych impów, niż arcydiabłów lub demonów rozkoszy i piękna jak cyjanek.
Ominął kilka osobników, by wejść do kolejnej części budynku, przechodząc przez podobnie ogromny próg we złotej ścianie. Jego oczom ukazała się niezwykle wielka strefa handlowa. Duża ilość piekielnych kupców szwendała się, rozstawiała stragany i sprzedawała przeróżne wywary, miecze, artefakty czy przedmioty do zwyczajnego użytku. Mikstury miłości. Bardziej przy ścianach widniały banery z profesjonalnymi sklepami, jak i hotelami, czy nawet burdelami, do których można było zawitać by spotkać wykwalifikowanego we swym zawodzie sukkuba, bądź inkuba. Do wyboru, do koloru, "klient nasz pan", jak to mawiają.
Chris jednakże nie był zainteresowanymi straganami z lichymi przedmiotami, a czymś, co znał od wielu lat. Powoli szedł w stronę pewnego sklepu magicznego, zwącego się "Orzeźwiający powiew". Był to sklep alchemiczny, w którym pewna nienawidząca się na wzajem para, tworzyła trucizny, mikstury miłosne, halucynogenne, przeróżne narkotyki, czy nawet specjalne substancje o własnej świadomości, mogące przyodziać formę kobiety lub mężczyzny, czy też macek by rozerwać wrogów na strzępy. Nim jednakże cyjanek zdążył dojść do sklepu, drewniane drzwi się otworzyły, a z progu wyszły dwie głowy. Jedna należała do przepięknego, białego sukkuba. Długi ogon, pokryty niebezpiecznymi kościanymi kolcami, mówiący z marszu, że lepiej z tą osobą nie zadzierać. Twarz przyzwoicie przystojna, lecz pod pięknem widać było kryjącą się bestie. Czarne białko z czerwonymi oczyskami o pionowej źrenicy nie budziły zaufania. Kształtne usta, z których przez szkaradnie szatański uśmiech, widać było ostre jak brzytwa kiełki. Chudość z lekką dozą apetycznych mięśni. Pazury, które rozszarpały już nie jedną ofiarę. Z kręgosłupa wychodzące małe płytki kostne o ostrym zakończeniu. Rdzawe, długie włosy, aż do poziomu pośladków. Nad tą niebezpiecznie piękną istotą była druga. Inkub, stanowczo większy od kobiecej wersji, jak i szerszy gabarytowo. Mięśnie niezwykle wyraziste, twarde, pokrywające całe ciało. Kolor skóry ciemno-szary, idealny kontrast dla oślepiającej bieli sukkubusicy. Ostre rysy twarzy, przeszywające spojrzenie zielonych oczek, pasujących do całokształtu. Ogon nie był pokryty żadnymi kolcami czy dodatkami, lecz nie były one potrzebne przez siłę, którą z pewnością ich posiadacz miał w z pozoru delikatnych dłoniach. Przepięknie, ciemno-zielone włosy, na których myśl przychodził gęsty, nie zbrukany ludzkim oddechem las.
Obie te istoty były ubrane w dość ciasno przylegające, stroje z czarnej skóry, służące w głównej mierze do polowań. Czuć było od nich szczyptę magii, prawdopodobnie zwiększającej jakąś z ich rzemieślniczych umiejętności. Często ubierali się w tego typu sprzęt podczas podróży do Zakazanego Lasu, w którym poza wieloma ciekawymi roślinami, które zbierali na mikstury, roiło się od różnej maści demonicznych, wrogo nastawionych istot, nadzwyczaj niebezpiecznych. Nawet piekielni wojownicy wchodzący do lasu, czasem giną w nim bezpowrotnie. Ciała są pożerane lub rozszarpane na drobniutkie kawałeczki, a jedyne co po nich pozostaje na samym końcu, to kawałki zbroi i artefaktów, które zostają często odnalezione przez kupców, sprzedających je na bazarku.
Charles inkub wyszedł jako pierwszy z progu, prezentując swoją sylwetkę. Z dumnym uśmiechem na twarzy zaczął się prowadzić w stronę cyjanka. Uniósł rękę do góry, zaczynając machać w jego stronę, miał się już odezwać swym męskim głosem, wypowiadając proste słowo witające.
- WitaaaaaaaAAAH! - zamiast tego krzyknął przeciągle i poleciał prosto na ziemie, ponieważ pewien biały ogon owinął się wokół jego kostki i z siłą prawdziwego berzerkera, pociągnął w tył biedną nóżkę. Stracił przez to stabilność, co skutkowało przywitaniem się twarzą twarz z ziemią. Zaczął wypowiadać pod nosem wiązankę ohydnych wyrazów pod nosem, podczas gdy sukkubusica wypięła dumnie pierś i z figlarnym uśmiechem, przeszła obok niego seksownym krokiem, tykając jeszcze jego głowy ogonem.
- Milcz niewolniku. Nie tak się wita gości. Potrenuj nad swoją zwinnością, albo będziesz lizać moje pięty przez cały swój marny żywot - powiedziała swym kobiecym, zmysłowym tonem z dodatkiem rozbawienia, którego nie ukrywała. Nawet cicho zachichotała, widząc irytacje na twarzy mężczyzny i powróciła do stawiania swych zmysłowych kroczków w stronę na wpół nagiego cyjanka.
- Twoje niedoczekanie... dupo... - warknął z szatańskim uśmiechem, szybko przykucnął i postanowił wyciągnąć ze swego pasa dwie zapieczętowane fioki z jakąś substancją. Rzucił jedną po drugiej w kierunku swego czerwonookiego wroga, Jednakże ona okazała się być o wiele bardziej zwinniejsza, niż na to wskazywało. Osunęła głowę nieco w bok i złapała w locie jeden flakonik z fioletowym pyłem, który się otworzył i poleciał prosto na twarz Chrisa. Drugi pocisk natomiast schwytała w ogonie. Na jej nieszczęście, korek niestety wypadł. Zielona ciecz wylała się na biedną stópkę Lady Madness, która jeszcze nie wiedziała co ją czeka. Przynajmniej do czasu, w którym nie jęknęła przeciągle z bólu i nie zaczęła skakać przez żrący kwas, którym w istocie owa substancja była.
- Ty niewdzięczny niewolniku! Chłostą Cię ukarzę za tą zniewagę! Nic nie zjesz z mojej lodówki przez wieki! - warknęła na niego. Charles stanął dumnie, szczerząc się usatysfakcjonowany udanie przeprowadzonym atakiem.
- Tak, oczywiście! Wmawiaj dalej sobie, że jestem Twoim niewolnikiem, pokurczu! Zjem na mieście i bez Twojego pozwolenia, którego nie potrzebuje! - krzyknął triumfalnie w jej stronę.
- Tak?! Wszyscy chętnie przyjmą do swych restauracji demona, przewracającego się na prostej drodze i całującego się z betonem! To jedyna miłość, na którą Ciebie stać, ha! - stanęła przy Chrisie, który wyglądał na nieco zdezorientowanego. Kolor jego oczu stał się różowy, a źrenice przyjęły kształt serc.
- Zamknij się, dupo! Nie moja wina, że Twój głupi ogon się owinął wokół mojej kostki... właściwie... - Charles wskazał palcem na Chrisa i uśmiechnął się nieco. Lady Madness również spojrzała z ukosa na kolor oczu cyjanka i zachichotała cichuteńko, łapiąc go za dłoń i ciągnąc w stronę sklepu.
- Nie wiem co to był za pył... ale czuje się przez was odurzony... kręci mi się nieco w głowie... - niebieski inkub pokiwał głową powoli na boki, czując jak jego świat faluje. Starał się stąpać dość spokojnie przed siebie, kierując się w stronę budynku, aczkolwiek było to póki co dla niego trudne. Do akcji doszedł Charles, który wspomógł sukkubusice w przetransportowaniu młodziaka do wnętrza pomieszczonka.
- Chris... Zaprowadzimy Ciebie do pokoju miłości... - cicho zamruczała wprost do jego ucha, wplatając pazurki prawej dłoni wprost w jego włoski. Charles natomiast tak, jak na mężczyznę przystało, miał rączkę swego sojusznika przerzuconą przez ramię trzymając ją tak, by ten nie stracił równowagi.
- Planujemy tylko Ciebie wykorzystać - powiedział prosto, ciutek erotycznym tonem. Gdy usłyszała to Lady, od razu na niego popatrzyła z perfidnym uśmieszkiem.
- Oh, patrzcie, patrzcie. Inkubusik się zakochał! Nehehe.... he... - zaśmiała się nieco psychopatycznie, co wywołało niezadowolenie i ciutek zawstydzenia na twarzy Charlesa, odwracającego głowę w bok. Zirytował się zaraz i wbił w nią spojrzenie.
- Już zaczynasz, dupo? Już?! Znów mnie paringujesz z kimś? Przez Ciebie Kaseja ciągle mi ślęczy nad głową i gada różne bzdury! - wypuścił z siebie wodze wkurzenia.
- Tak, tak... Wmawiaj nam, że to nie jest prawdą. Wszyscy wiedzą o Twoim zakochaniu... - nagle Lady poczuła na swym ramieniu większy ciężar, gdyż mężczyzna najzwyczajniej wypuścił Chrisa i szybko wszedł do sklepu, machając ogonem na boki z założonymi na sobie rękoma, co oznaczało focha kategorii pierwszej.
- To nie zmienia jednak faktu, że Ciebie wykorzystamy... Chris... - powiedziała z nutką erotyzmu, po czym wystrzeliła w kark cyjanka dziwną, różową energię, przez którą ten stracił przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz